Staram się normalnie funkcjonować, ale taj naprawdę nic mi się nie chce... on się cały czas do mnie nie odzywa. Jest bardzo obrażony, jakbym to ja go podglądała i ja próbowała mu zgwałcić dupę. Nic nie rozumiem. Ale też nie zamierzam się poddać. Ja nic nie zrobiłam.
Nie mam pieniędzy. Nie mam nic... Nie mogę odejść ... A czułam taką potrzebę jak go zobaczyłam w oknie ... miałam wtedy wrażenie że mieszkam obcym człowiekiem ... I że ten człowiek mnie bardzo męczy psychicznie i że nic mnie z nim nie łączy. Poczułam coś dziwnego. Taką pustkę. Jakbym nie miała żadnych względem jego osoby zobowiązań. Widziałam tylko fałszywego chama, który ze mną normalnie rozmawia a już po chwili zagląda przez okno podglądając co robię.
To mi uświadomiło tylko że on jest dobrym graczem . " nic takiego nie zrobiłem. Wymyślasz!" Podobnie jak z tyłkiem " przecież nie wiedziałem gdzie wchodzę " ...
Nie chce mi się już nawet pisać. I zwracać uwagę na to co pisze. Nie mam z kim o tym porozmawiać i to mnie boli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz